10 września 2016

Wywiad z Nami-senpai



 Wywiad z Nami-senpai ak, autorką bloga Czarna Róża Demona


Jak to się wszystko zaczęło? Mam na myśli bloga rzecz jasna - co dało Ci impuls do publikowania opowiadań w internecie?



Zaczęło się od typowego fangirlingu. Obejrzałam Kuroshitsuji, spodobało mi się, potem zaczęłam czytać mangę, no i w pewnej chwili stwierdziłam, że warto byłoby spróbować coś napisać, bo ten fandom daje wiele możliwości, a ja zawsze lubiłam duchy, demony, shinigami i wszelkie inne zjawiska nadprzyrodzone. Początkowo pisałam sama dla siebie, jak zresztą w gimnazjum, kiedy sporo pisałam, ale potem na fp, który prowadzę, zobaczyłam, jak jedna z adminem wrzuca link do jednego z blogów, który odwiedzała. Pomyślałam sobie wtedy: "A, co mi szkodzi. Mam gdzie reklamować, no to spróbuję.". No i właściwie tak się zaczęło. Ten element reklamy był decydujący, bo już kiedyś prowadziłam bloga z autorskim opowiadaniem, ale nie cieszył się popularnością. Wtedy jeszcze nie było Facebooka, było grono, ale jakoś nie ciągnęło mnie do reklamy, no i tam to wszystko trochę inaczej działało... 



Czy osoba, która nigdy nie miała do czynienia z mangą będzie w stanie zrozumieć Twoje opowiadanie?



Myślę, że spokojnie zdołałaby się połapać. Jest kilka elementów, w których przydaje się znajomość fandomu, tak jest łatwiej, ale generalnie nie powinno być problemu. Szczególnie, że historia dzieje się parę lat po wydarzeniach z mangi. Pojawia się część postaci, ale ich znajomość z wydarzeń przedstawionych w mandze nie wpływa jakoś szczególnie na to, co się dzieje w opowiadaniu. No i do wszystkiego jest wprowadzenie, tak by ludzie spoza fandomu się orientowali. Wiem też, że mam wśród czytelników osoby, które nie znają fandomu Kuroshitsuji i nigdy żadna z nich nie wyrażała zagubienia czy niezrozumienia. Myślę więc, że spokojnie można sobie bez tego poradzić, chociaż nie zaszkodzi wygooglować Sebusia, żeby widzieć, jak wygląda w oryginale.



Czy w internecie istnieje rywalizacja między blogerami? Czy walczą między sobą o czytelnika?


https://ssl.gstatic.com/ui/v1/icons/mail/images/cleardot.gifSzczerze mówiąc, nie mam pojęcia. No bo nie bardzo wiem, jak można rywalizować o czytelnika. Jeśli komuś podoba się jedna historia, a potem znajdzie inną - i też mu się spodoba, to co stoi na przeszkodzie, żeby czytał obie? Najwyżej jedną przeczyta wcześniej, a drugą później, ale co to tak naprawdę zmienia.
Nie widziałam jakiejś niezdrowej rywalizacji, złodziejstwa (plagiatów) ani tym podobnych. Nie w fandomie Kuroshitsuji (chociaż kto wie, co się dzieje na WattPadzie - chociaż nie nazwałabym tego miejscem zrzeszającym pisarzy). Blogów o kuroszu jest w zasadzie mało, wiele z nich odpada po kilku rozdziałach, a te, których autorzy dociągnęli historie do końca, mają już kilka lat i kto chciał i się interesował, to pewnie już dawno przeczytał.
A tak generalnie to na pewno bloggerzy ze sobą rywalizują, ale - jak już wspomniałam - w przypadku opowiadań to zwyczajnie nie ma sensu.


Jeżeli chodzi o zamykanie blogów po kilku rozdziałach - czemu z dużą ilością twórców tak się dzieje? Co sprawiło, że Ty jesteś, piszesz historię do dziś? Potrzeba do tego jakiejś większej zawziętości?

Wydaje mi się, że dużo ludzi, szczególnie młodych, nie jest w stanie odpowiednio ocenić swoich możliwości. W gimnazjum też dużo pisałam, a właściwie - dużo zaczynałam pisać bo każda historia umierała po kilku stronach, a jak jedno opowiadanie (pamiętam je do dziś - fioletowa planeta <3) pociągnęłam do trzydziestu stron, to potem nie pamiętałam, co się tam wydarzyło wcześniej. Żeby pisać coś dłuższego trzeba mieć pomysł - taki daleko idący. Nie mówię, że konkretna fabułę, ale jakiś zarys, do którego się dąży i który w trakcie zmienia się sto razy. Ale bez niego jest ciężko. Pisanie pod natchnieniem to przyjemność, ale kiedy ono zniknie, okazuje się, że nie wiadomo, co dalej.
Ja zaczęłam pod takim fangirlowym natchnieniem właśnie, ale kiedy tylko opublikował pierwszy rozdział na blogu, obiecałam sobie, że dociągnę historię do końca. I właściwie dlatego nie przestałam: bo obiecałam sobie i czytelnikom i wstyd byłoby po tych wszystkich zapewnieniach jednak zawieść. Poza tym, mam nerwicę natręctw. Nie potrafiłabym tego nie skończyć, chodziłoby za mną jak dwa inne opowiadania, które zawiesiłam, bo nie mam na nie czasu. Ciągle o nich myślę. Też doczekają się zakończenia, najwyżej wcześniejszego niż początkowo zakładałam.
Ważne jest również wsparcie czytelników - wyświetlenia, komentarze. Kiedy się pojawiają, od razu chce się pisać dalej, a kiedy przez trzy dni wyświetleń uzbiera się ledwie pięćdziesiąt a jedyny komentarz to chamski spam, zapał nieco gaśnie. Dlatego właśnie ważne jest, by zostawiać po sobie ślad. Kiedyś lubiłam tylko ambitne komentarze, ale obecnie nie wybrzydzam, cieszę się każdym, który dotyczy bloga (czyli nie spamem). Dzięki temu daję radę znaleźć siłę, żeby dopisać chociaż tę jedną stronę, kiedy już mi się oczy kleją, a za pięć godzin trzeba wstać.


Fioletowa planeta? Co czujesz, gdy dziś przypominasz sobie te opowiadanie?

Tak, fioletowa planeta. Ogólnie tam chodziło o to, że bohaterka i jej dwójka przyjaciół zostali wybrani (marysuizm motzno), żeby uratować planetę i kiedy się tam przenieśli, to zobaczyli, że wszelka roślinność była fioletowa. I mniej więcej w tym momencie pomysł się urwał. Jak o tym myślę, to z jednej strony bawi mnie to, jakie miałam wtedy dziwne pomysły i jak bardzo było to wszystko dziecinne. Z drugiej znowu jest to całkiem miłe wspomnienie, cofnięcie się do dawnych czasów. No i ja sprzed tych dwunastu lat byłaby dumna z obecnej mnie, że dalej piszę i wiążę z tym plany na przyszłość. Szkoda tylko, że wcześniej nie udało mi się napisać niczego długiego i zakończonego, no ale cóż, młodość tak już ma (nastoletniość raczej, aż taka stara nie jestem). Właściwie swoją pierwszą książeczkę napisałam, jak miałam z 5-6 lat. To dopiero jest komedia, błąd na błędzie błąd pogania, interpunkcja szaleje a wszechmocne Ortografia i Stylistyka załamałyby się, gdyby to widziały. Ale wtedy byłam dzieckiem, miałam prawo, zresztą w tym wieku nie byłam jeszcze nawet w podstawówce, więc nie ma co wymagać zbyt wiele od tak małego dziecka. 

Myślałaś kiedyś, aby napisać książkę?


https://ssl.gstatic.com/ui/v1/icons/mail/images/cleardot.gifOczywiście! To moje marzenie od dziecka. Mam dwa pomysły na osobne historie, a kiedy skończę pisać Różę, zamierzam przerobić ją na niezależną historię i też będę próbowała ją wydać.





Na Twoim blogu można zauważyć, że odpisujesz na komentarze zostawiane przez czytelników - masz z nimi świetny kontakt. Traktujesz to jako swój obowiązek jako autora, czy może czerpiesz przyjemność z odpowiadania?



Generalnie uważam, że skoro ja proszę ludzi o opinie i oni je wyrażają, to wypadałoby nie zostawiać ich bez odpowiedzi. Więc jeśli padło jakieś pytanie albo mogę coś wyjaśnić czy podsycić ciekawość, to właściwie powinnam to zrobić. Nikt nie lubi, kiedy jego wypowiedź zostaje zignorowana, dlatego staram się odpowiadać na wszystko, na co się da, a jeśli nie ma sensu, to po prostu w kolejnych rozdziałach, w przedmowie, dziękuję za odzew. Poza tym ja naprawdę uwielbiam czytać komentarze. Im głębsze, tym lepsze, ale nie pogardzę żadnym, który w jakiś sposób odnosi się do rozdziału (chamski spam, głupie reklamy i jakieś inne dziwne rzeczy usuwam). I tak, jak lubię czytać, tak prawie zawsze mam ochotę coś odpowiedzieć, więc to robię i lubię to robić. No i warto znać swoich czytelników, łatwiej wpasować się w ich gust. Przy okazji można poznać kilka ciekawych osób - z jedną mam stały, dobry kontakt do dziś i bardzo to sobie cenię.



Jak reagujesz na krytykę?



Dawno nie zostałam skrytykowana, więc odniosę się do pewnej sytuacji, która sporo wniosła w moje pisanie i właściwie bardzo się dzięki temu rozwinęłam.
Jest taka strona, fantastyka.pl bodajże i siedzi tam grupa rzeczowych fanów literatury. Portal pozwala też dodawać swoje teksty, więc któregoś dnia zebrałam się w sobie i opublikowałam jednego oneshota. Jesli ktoś chce zobaczyć i przekonać się, jak to wyglądało, podaję tytuł: Nora kuriozalnego Kapelusznika.
Opowiadanie zostało zjechane. Za przecinki, za wyrwanie z kontekstu, powtórzenia itp. itd.. Nie spodziewałam się pozytyolwów, właściwie opublikowałam tam coś właśnie po to, żeby mnie skrytykowano i żebym wiedziała, co robię źle, bym mogła nad tym popracować. Oczywiście nie jest miło dowiadywać się, że jest się kiepskim, szczególnie gdy tak bardzo kocha się pisać i wiąże się z tym przyszłość, ale poza czerwoną z emocji twarzą i drżącymi rękami było mi tylko trochę smutno, że jest aż tak źle. Dwa dni nie pisałam, bo dopadł mnie dół i musiałam sprawę przemyśleć, a potem wróciłam do pisania, biorąc sobie do serca rady ludzi (właśnie, bo ten portal charakteryzuje się również wysoką kulturą komentujących - Naprawdę świetne miejsce, polecam!). Po roku wróciłam tam i opublikowałam innego oneshota (Błękitny dym), który spotkał się z zaskakująco dobrym odbiorem. Wypomniano mi kilka błędów, ale nie przejęłam się tym, bo to już były niuanse takie, jak pominięte powtórzenie, zjedzony przecinek, literówka. Zaskoczył mnie postęp. Właściwie nawet znalazł się komentujący, który czytał oba teksty i uznał, że widać sporą różnicę. To jeden z moich ulubionych komplementów na temat mojej twórczości.
A tak na co dzień mało kto mnie krytykuje, właściwie mam tylko jedną znajomą blogerkę, która wytknie mi kilka przeoczonych w trakcie betowania błędów. A jak już ktoś taki się zdarza, kto się wypowie, to sprawdzam wskazane przez niego błędy i tam, gdzie rzeczywiście nimi są, przyznaję rację i dziękuję.
Bo ja lubię krytykę, ona rozwija. A słodzenie i zachwyty? Nie będę ściemniać, lubię je, ale wiem, że dzięki nim się niebo rozwinę, a jeszcze daleko mi do poziomu, który chciałbym osiągnąć.



Chciałabym bardzo podziękować Ci za poświęcony na wywiad czas. Życzę Ci dalszych sukcesów i spełnienia wszystkich literackich marzeń.



Również dziękuję. Było mi miło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Arianę | Technologia Blogger | X X